środa, 18 listopada 2015

Nasze szczęście zależy od nas samych.
Szkoła latania. Sylwia Trojanowska

Tematyka nadwagi i otyłości, z którą postanowiła zmierzyć się Sylwia Trojanowska autorka powieści „Szkoła latania” nie jest mi zupełnie obca. Byłam naprawdę otyłym dzieckiem i wyśmiewanie, wytykanie palcami zostawiło znaczący ślad moim życiu na zawsze. Dlatego właśnie kiedy przeczytałam krótki opis książki wiedziałam, że nie mogę przejść obok niej obojętnie. Od pierwszych stron zaprzyjaźniłam się z naszą główną bohaterką i kibicowałam jej do ostatniej kropki. Wraz z każdą stroną powieści rosła moja wiara w siebie!






Z dnia na dzień pogoń za idealną sylwetką nabiera tempa, dziewczyny odchudzają się wszelkimi możliwymi sposobami popadają w paranoje, bo jak to inaczej nazwać? Najgorsze jest jednak to, iż sami wpędzamy się w to zamknięte koło diet i liczenia kcal. Wytykamy osoby z zaokrąglonym brzuszkiem, szerokimi biodrami lub z tak zwanymi widocznymi boczkami (choć nieraz twierdzimy, że wygląd zewnętrzny nie ma dla nas większego znaczenia). Krytyczne spojrzenia, skrzywione miny, konspiracyjne szepty – w ten sposób reaguje wiele osób widząc osobę z nadwagą. Może jednak powinniśmy odpuścić sobie i innym, i polubić siebie wbrew temu, jaki ideał sylwetki pokazują nam gazety i telewizja. Jednak słowa to jedno, a praktyka to coś zupełnie innego. Minęło bardzo dużo czasu zanim sama zrozumiałam, że na nic moje męczące głodówki i restrykcyjne diety. Zaczęłam stosować zbilansowaną dietę, jeść pięć posiłków. Marzyłam i nadal marzę o idealnej sylwetce. Zamartwiałam się, że pod wpływem treningu siłowego moje mięśnie za bardzo urosną, a sylwetka nabierze męskiego wyglądu. Nic bardziej mylnego. Nie straciłam nic ze swojego kobiecego wyglądu, nie wyglądam jak facet, a nawet więcej w końcu czuję się jak prawdziwa kobieta.

Nasza główna bohaterka Kasia również pewnego dnia postanawia zrezygnować ze złych nawyków żywieniowych, zmienić swoją sylwetkę i życie na lepsze. Kiedy waga pokazała liczbę trzycyfrową dziewiętnastoletnia dziewczyna w końcu uświadomiła sobie, że musi schudnąć. 


Nazywam się Katarzyna Laska, choć laska ze mnie żadna i od kiedy jestem świadoma swojego wyglądu, nazwisko to traktuję bardziej jako ironię losu. Jak można się nazywać Laska i wyglądać jak pączek, wielki, przerośnięty pączek, na dodatek oblany podwójną warstwą lukru?



Z pomocą i wsparciem mamy
wyrusza na poszukiwania specjalisty. Droga do znalezienia odpowiedniego dietetyka niestety nie była usłana różami. Kiedy po wielu perturbacjach trafia w ręce ekscentrycznej kobiety, rozpoczyna nowy, znacznie lżejszy i szczęśliwszy rozdział w jej życiu. W swojej nierównej walce Kasię cały czas wspiera jej najlepsza przyjaciółka Zocha. To właśnie ich dialogi nie raz wywoływały uśmiech na mojej twarzy.


Jesteś gruba na własne życzenie i na własne życzenie od dziś zaczniesz chudnąć, Katarzyno!


Systematyczne treningi, pomiary i odpowiednia dieta udowadniają, że dla Kaśki nie ma rzeczy niemożliwych. Jeżeli będzie walczyć do końca to osiągnie swój cel. Życie dziewczyny zmienia się o 360 stopni. Nawet jej nazwisko staje się coraz bardziej adekwatne do sylwetki. Szkolne prześladowczynie nie są jej straszne. Staje się asertywna, pewna siebie i już nigdy nie da sobą pomiatać.



Penelopa - doskonała specjalistka od odchudzania motywuje i kibicuje naszej bohaterce ze wszystkich sił. Dzięki niej zaczyna uczęszczać na terapie grupowe. Tytułowa Szkoła latania to ważne miejsce w powieści, miejsce w którym spotykają się młodzi ludzie i rozmawiają o wyzwaniach, które napotykają w trakcie przechodzenia przez zmiany. To miejsce bardzo ważne dla głównej bohaterki, bo dzięki niemu Kaśka przekonuje się, że nie jest odosobniona ze swoimi problemami, zaczyna się zmieniać mentalnie i… poznaje Maksa, czyli otwiera się na miłość.





Nie pojmowałam tego, co się działo wokół mnie - zwykłej, najzwyklejszej Kaśki z grupy anonimowych grubasów. Nie mogłam ogarnąć, dlaczego w moim przeciętnym życiu zjawił się ktoś tak nieprzeciętny, tak nieoczekiwanie wrażliwy i dowcipny.

Zalotne spojrzenia, ukradkowe uśmiechy przeradzają się w całonocne wymiany e-maili i smsów. Kasia po raz pierwszy w życiu poznaje smak miłości. Niestety nie jest tak słodki jak mógłby się wydawać...


…dla równowagi los stawia przed nami przeszkody, które musimy pokonać, aby docenić to, co wartościowe i piękne


Książka dodaje skrzydeł, przez całą powieść, aż się frunie.
Kartki uciekają w zastraszająco szybkim tempie. Wymieniane przez bohaterów wiadomości stanowią idealne dopełnienie całej historii.


Powieść jest bardzo inspirująca i motywująca, o naprawdę bardzo szerokim przesłaniu. Pozostawia po sobie ogromną dawkę pozytywnej energii.
Każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Tak niewiele trzeba, aby coś zmienić w swoim życiu, zyskać piękna, zdrową sylwetkę, wypracować dobre nawyki żywieniowe i pokochać siebie.

Pamiętaj, jesteś swoją najlepszą inwestycją!
Walcz i dbaj o siebie! Czuj się dobrze w swoim ciele!

Gorąco wszystkim polecam, a sama z niecierpliwością czekam na kolejną część opowieści o Kaśce Lasce - Blisko chmur.





Za możliwość przeczytania dziękuję



13 komentarzy:

  1. Słyszałam o tej książce dużo dobrego, chociaż początkowo byłam do niej nieco sceptycznie nastawiona. Zdecydowanie nie interesuje mnie książka, w której zostaną przemycone banały mające nas zmotywować do zmiany naszego trybu życia. Ja mam tyle szczęścia, że presja społeczeństwa w ogóle na mnie nie działa - nawet z dodatkowymi kilogramami podobam się sobie taka, jaka jestem, akceptuję siebie i właśnie tego powinniśmy być uczeni. Próby ścigania się z kanonem piękna mijają się zupełnie z celem.

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
  2. brzmi ciekawie. też mam za sobą podobne przejścia ale myślę, że najważniejsza jest samoakceptacja. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chcę tę książkę przeczytać, a okładka po prostu zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam już o tej książce i mam zamiar ją przeczytać :) /A.

    OdpowiedzUsuń
  5. Interesująca recenzja, jednak rzadko sięgam po takie przyziemne historie. ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja już nie zwracam uwagi na to, co mówią o mojej tuszy. Mogą sobie seplenić, ile wlezie. XD Ale zainteresowałaś mnie tą książką. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A nawet chciałam przeczytać tą książkę, ale niestety nie mogłam się wciągnąć i ją jakoś odłożyłam. Biedna książka tak chamsko ją porzuciłam, no ale trudni. :c
    Dzięki no nominację nie długą zrobię. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Słyszałam dużo o tej książce i myślę, że ja również po nią sięgnę. Dobrze, że ciągle powstają takie powieści, które potrafią dodać skrzydeł ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
  9. Takie historie działają na mnie przygnębiająco. Coś kiedyś słyszałam o tej książce. Bardzo motywujący wpis i domyślam się , że taki też wydźwięk książki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pamiętam tę ksiązkę, a własciwie cytat z niej. Potem o niej zapomniałam i teraz dzięki Twojej recenzji mogę dopisac ją do mojej listy 'must have' :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja odkąd tylko pamiętam - miałam niedowagę, wpadłam w anoreksję, jednak teraz już wiem, że wcale to nie jest tak, że "im mniej, tym lepiej". Ze mnie na szczęście nikt się nie wyśmiewał, jednak też nikt nie potrafił dać mi odpowiedniego wsparcia.
    Bardzo dobrze, że powstaje coraz więcej takich książek - może w końcu uda się chociaż trochę zmienić nastawienie społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  12. Książka wydaje się bardzo fajna, bardzo motywująca. Mam nadzieję, że po przeczytaniu dalej będzie mi się podobać. Tylko jeden taki mały błąd jeśli obrócisz się o 360 stopni to jesteś w tym samym miejscu, lepiej obrócić się o 180st. :)
    Pozdrawiam
    Randaksela
    Pudełko w piwnicy trochę handmade
    Zorza poranna trochę słów

    OdpowiedzUsuń
  13. Polecam obie książki Pani Sylwi. Zarówno pierwszy tom, czyli "Szkołę latania", jak i drugi "Blisko chmur"

    http://zywiec.slask.pl/sylwia-trojanowska-blisko-chmur/

    OdpowiedzUsuń